„Missa pro defunctis”
za pomordowanych Polaków w 1943 r
na Wołyniu
Od wielu lat w drugą niedzielę lipca, odprawiane są w Kościołach na Wołyniu Msze św. za tragicznie pomordowanych Polaków na Wołyniu przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich Stepana Bandery OUN-UPA.
10 lipca z Hrubieszowa pod przewodnictwem Ks. prałata Andrzeja Puzona udała się do Łucka na Mszę św. autokarowa delegacja. Pojechali przede wszystkim ci, którzy pozostawili tam tragicznie zamordowanych rodziców, krewnych, czy też koleżanki, czy kolegów.
Jadąc do Łucka wstąpiliśmy na cmentarz we Włodzimierzu, gdzie modliliśmy się na grobach 6 kapłanów. To oni wraz ze swoim ludem, odprawiali niedzielną Mszę św. niestety już ich nigdy nie dokończyli. Opowiadał jeden z uczestników pielgrzymki, jak jego ojciec pojechał pod Kościół i na furmankę wzięli martwe ciało Księdza, ubrane w szaty, w których odprawiał Mszę św., zawieziono na cmentarz i w prowizorycznej trumnie pochowano. Kiedy przyjechał do domu, żona zobaczyła, iż na słomie jest krew tego kapłana. Poprosiła męża, aby spalił słomę, bo się nie godzi, aby krew kapłana męczennika tak się poniewierała. Kiedy paliła się ta słoma wydawało im się, iż ten kapłan krzyczy z bólu.
Wstąpiliśmy też do Rudni i Kisielina. Tam 11 lipca 1943 r. w czasie Mszy św. (sumy) zamordowano prawie wszystkich Polaków. Uratowało się kilka osób, którzy schowali się na strychu Kościoła. Jak mówią świadkowie, krew z Kościoła potokami podążała do pobliskiej rzeki Turii.
Wieś Rudnia została całkowicie spalona. Opowiada uczestniczka pielgrzymki – Danuta Opała – „miałam wówczas 9 lat. Ojciec wpadł do domu informując, iż zostaliśmy okrążeni przez bandę UPA. Babcia, moja mama, siostra i ja uciekłyśmy do pobliskiego lasu. W pewnym momencie wpadliśmy w zasadzkę banderowców. Strzelali do nas. Babcia usiadła na miedzy i mówi: ja już jestem stara, nie mam siły uciekać. Niech mnie zabiją. My pokonując rzekę Turię, schowaliśmy się w lesie. Babci nakazali wracać do domu. Oczywiście był to podstęp, bo inni mieszkańcy pochowani w kryjówkach, zobaczyli, że wraca, nie wierzyli, iż Ukraińcy mordują. Dali się zaskoczyć przez UPA i oni wymordowali tragicznie wszystkich mieszkańców Rudni. Zginął dziadek, ojciec, dwóch jego braci, babcia, inni znajomi, krewni. Łącznie ponad 120 osób.
W szczerym polu, przy krzyżu, który poświęcił Ks. prałat Andrzej Puzon złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze. O godz. 1000 rozpoczęła się Msza św. w Katedrze koncelebrowana przez J. E. Ks. Bpa Ordynariusza Marcjana Trofimiaka. Jednym z koncelebransów był Ks. prałat Andrzej Puzon. Za zgodą Stolicy Apostolskiej, mimo, iż była to niedziela i obowiązywał kolor szat zielonych, kapłani byli ubrani w czarne ornaty. Na prezbiterium ustawiony był „las krzyży” ze zniczami i kwiatami. Na kilku krzyżach były zawieszone stuły kapłańskie. Kościół był wypełniony ludźmi zarówno Polakami, jak i Ukraińcami. Był też Konsul Generalny RP w Łucku. Kiedy szliśmy do ołtarza, chór zaśpiewał introit Requiem, a później „Bądź mi litościw, Boże nieskończony”. Wielu Polaków ze wzruszenia i wspomnienia płakało. Msza św. była odprawiana w większości po polsku. Wzruszająca była scena, kiedy do ambonki podchodzili starsi ludzie, aby przeczytać lekcję, modlitwę wiernych. Często głos im się ze wzruszenia załamywał.
W homilii padły słowa „Nikt nie dała nikomu prawa zabijać człowieka. Nie ma tu żadnej argumentacji. Jest przecież przykazanie Boże – Nie zabijaj”. Bilans tych zbrodni jest ogromny. Jeśli narzędzie rolnicze zamieniano na narzędzie zbrodni, to jest upadłość, zdziczenie człowieka. Błogosławiony Jan Paweł II będąc we Lwowie mówił: „Już nadszedł czas, abyśmy budowali inną cywilizację – cywilizację miłości!”
To piekło na Wołyńskiej ziemi było ogromne. Zginęło tragicznie ponad 60 tys. Polaków. Bestialskie traktowanie ofiar było okropne bez względu na wiek i płeć; pożoga, grabież, niszczenie mienia, obławy na niedobitki, polowanie na uciekających do miast, pracujących w polu, ukrywających się, uniemożliwianie pochówków. Rejon po rejonie nacjonaliści ukraińscy, usiłowali unicestwić, wszystkich Polaków, których udało się dosięgnąć, zniszczyć ich tylko dlatego, że byli Polakami.
Wzruszający był moment, kiedy w czasie Mszy św. było przekazanie sobie znaku pokoju. Wszyscy niezależnie czy byli to Polacy, czy Ukraińcy, wyciągnęli ręce do siebie mówiąc: „Pokój Tobie”. Piękną oprawę wokalną zapewnił chór katedralny z Łucka i z Bochni.
Na zakończenie odmówiono i odczytano modlitwy przy ostatecznym pochówku zmarłego.
Ks. prałat Andrzej Puzon powiedział: „Przybyliśmy tutaj, aby dokończyć odprawić Mszę św. rozpoczęte 11 lipca 1943 r. i nigdy nie zakończonej. Od powietrza, gradu, ognia i wojny – zachowaj nas Panie”.



