Ks. prałat Andrzej Puzon
Gdzie są ich groby Polsko?
,,Pacierz za zmarłych”
(Artur Oppman)
Po raz kolejny, w lipcowy dzień Św. Joachima i Anny, udała się z Hrubieszowa pielgrzymka, na odpust do Kościoła farnego we Włodzimierzu Wołyńskim na Ukrainie pod przewodnictwem Ks. prałata płk Andrzeja Puzona.
Za każdym razem nawiedzając Wołyń zatrzymujemy się na cmentarzach wojennych, lub w miejscach spoczynku tragicznie zamordowanych. Na prośbę 83 letniej Franciszki Prus zamieszkałej we Włodzimierzu, udaliśmy się do miejscowości Ładyń koło Lubomla, aby poświęcić krzyż w miejscu spoczynku ponad 120 zamordowanych Polaków. Zabraliśmy ze sobą znicze, kwiaty. Trasa wiodła w kierunku Lubomla, a w miejscowości Stawki skręciliśmy w polną drogę, jadąc wśród pól i łąk jeszcze ok. 3 km. Kiedy dojechaliśmy do tej miejscowości, zauważyłem dużą grupę oczekujących na nas ludzi. Byli to Ukraińcy. Obawiałem się, czy nie dojdzie tu do zakłócenia naszej modlitwy. Pozdrowiłem Pana Boga w ich języku i zaprosiłem na wspólną modlitwę. Szliśmy, do stojącego już krzyża, podmokłymi łąkami, polami. Dla ludzi mających problemy z chodzeniem, podstawiliśmy furmankę. Dołączyła do mnie 76 letnia Ukrainka Anna. Opowiadała iż ,,żyliśmy z Polakami w zgodzie, bo dobrzy ludzie z nich byli. Miałam wtedy 8 lat gdy to wszystko na przełomie lipca i sierpnia 1943 r. się stało. Tu gdzie stoi krzyż, był mniej więcej środek wsi. Dlaczego mordowali i zabijali, tego nie mogę do dziś zrozumieć” – opowiada Pani Anna. ,,O tu jest jedyny grób – pomnik 14 letniego Kazika. To był kolega mojego brata. Przychodził do nas, do domu. Do dziś pielęgnuję ten grób. Proszę Księdza o modlitwę za niego”.
Ksiądz prałat Andrzej Puzon razem z Ks. kanonikiem Henrykiem Krukowskim, poświęcił 81 krzyż na Wołyniu, upamiętniający miejsce spoczynku. Odprawił modlitwy jak przy ostatecznym pochówku zmarłych, wszak oni nie mieli chrześcijańskiego pogrzebu. Odmówiono po polsku i ukraińsku, modlitwę ,,Ojcze nasz”, wygłaszając przy tej okazji okolicznościową homilię ,,Nigdy więcej wojny”. Nigdy więcej kainowego grzechu. Nikt nikomu nie dał prawa zabijać człowieka. Ten krzyż będzie przypominał o wiosce i jej pomordowanych mieszkańcach.
81 letni Wincenty Surmacz, który po wojnie został w Ładyniu opowiadał: ,,pochodzę z rodziny mieszanej. Ojciec był Polakiem, a matka Ukrainką. Ale oprawcy nie znali litości. Zabili oboje. Zginęła też moja siostra oraz siostra mojego ojca i jej troje dzieci. Mnie udało się przeżyć, bo ukryłem się w piecu chlebowym. Zginęło też dwóch moich braci”.
Historycy polscy szacują, że tylko na Wołyniu w latach 1939-1945 z rąk OUN-UPA zginęło w ponad 1700 miejscowościach około 70 tysięcy ludzi. Większość do tej pory nie ma nawet skromnego krzyża na mogile, a na licznych zbiorowych grobach rodaków, nadal uprawia się zboże lub wypasa bydło.
Mieszkańcy Ładynia odprowadzili nas do autokaru. Ks. prałat Andrzej Puzon dał im różne dary zarówno żywnościowe jak i odzieżowe. Przy krzyżu położono 120 czerwonych kwiatów mieczyków i tyleż zniczy.
Powróciliśmy do Włodzimierza, gdzie została odprawiona Msza św. odpustowa w Kościele Św. Joachima i Anny za tych pomordowanych. Odprawiało nas 16 kapłanów, z diecezji Łuckiej, oraz 4 z Polski. We Mszy św. wzięło udział 19 księży prawosławnych z patriarchatu Kijowskiego. Na jednym z wieńców tam złożonych były napisane słowa: ,,Pamiętaj Polsko o tych dzieciach Twoich, które miłość i przyjaźń do Ciebie okupiły śmiercią swoją”.
My uczestnicy tej pielgrzymki, mówimy w imieniu wszystkich Polaków: ,,pamiętamy o Was. Polacy, spoczywajcie w Bogu”.



